MOJE CODZIENNE ŻYCIE MIĘDZY DOMEM - PRACĄ - STUDIAMI, A POMAGANIEM INNYM. KULINARNIE I ARTYSTYCZNIE - CZYLI CODZIENNY MISZMASZ.

Wpisy z tagiem: obiad

niedziela, 06 maja 2012

Uwielbiam w wolnych chwilach oglądać programy kulinarne.

Szczególnie bliski memu sercu jest 

Jamie Olivier  i jego 30 minut.

Ale wnerwia mnie to, że większość produktów jest dla mnie za droga,

albo w ogóle niedostępna.

Ale od czego wyobraźnia.

Zobaczyłam i zrobiłam

kurczaka w zalewie miodowo-cytrynowej.

Przepis z programu Nigela Slatera

tutaj przepis

Normalnie - palce lizać.


I kolejny sukces: za mną już wszystkie zaliczenia.

Na razie cztery piątki, ale nie znam jeszcze wyników z 4 przedmiotów.

Przede mną 3 czerwca ostatni egzamin.

I jeśli się uda to 21 czerwca obrona.

Praca już zatwierdzona...więc..... do boju

niedziela, 01 stycznia 2012

Gotowanie to dla mnie nie tylko codzienna konieczność

nakarmienia rodzinki,

ale i wielka pasja.

Ale pasja przez male "p".

Nie używam produktów, których nie mam w osiedlowym sklepiku.

Nie wydaję fortuny na dodatki itp., bo mnie na to nie stać.

Staram się, aby potrawy były zdrowe i smaczne, ale też urozmaicone.

Wszyscy w domku uwielbiamy warzywa, więc są w każdym daniu.

 

Na świąteczny czas,oprócz typowych potraw, przygotowałam specjał.

PIERŚ INDYKA NADZIEWANA ŻURAWINĄ

ZE SKÓRKA POMARAŃCZY,

PIECZONA W SŁODKIM SOSIE

 

Podstawa  to 1 kg pierść z indyka.

Dodatki to: paczuszka suszonej żurawiny, jedna pomarańcza,

miód, sól pieprz, zioła suszone.

 Ocieramy skórkę z pomarańczy.

Żurawinę zalewamy sokiem z pomarańczy,

z dodatkiem miodu i dobrej oliwy.


Pierś indyka nacieramy solą, pieprzem, tymiankiem.

Większą część żurawiny wyjmujemy z zaprawy

i łączymy ze skórką pomarańczy.

Robimy nożem kieszonkę,

i nadziewamy nią pierś. Zamykamy otwór.

Wkładamy do żaroodpornego naczynia.


Miąższ z pomarańczy dodajemy do pozostałej w zaprawie żurawiny.

Polewamy pierś, zamykamy naczynie.


Wkładamy do piekarnika.

Ok.180 st. dolne grzanie, na ok. 1 -1,5 godzinki.

Skórka musi być brązowawa.

Możemy podać na ciepło lub na zimno, jako przekąskę.



sobota, 05 listopada 2011

Wolna sobota, więc ja poszalałam w kuchni.

Upiekłam wielką blaszkę jabłecznika


i ulepiłam 250 szt. pierogów ruskich.

 

Teraz wystarczy wyjąć z zamrażarki,

Jak mama będzie na uczelni.

 

W międzyczasie wyprałam dywan.

 

Aaaa zapomniałam, tydzień temu prezentacja poszła nam fantastycznie.

Dostałyśmy pochwałę i piąteczkę.

Najpiękniejsze jest to, że nie muszę już chodzić na wykłady z tego przedmiotu,

a to kilkanaście godzin wolnego.

 

Powoli powstają karteczki na święta.

Rustykalne, na papierze czerpanym.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Zaczęło się tyle dziać,

że znowu mam kłopoty co wrzucić na bloga.


Ale doszłam do wniosku, że przyda się

troszkę odsapnąć od wpisów o szyciu.


Dzisiaj uczta dla podniebienia,

chociaż jak widać będzie - nie dla oka,

bo ciężko zrobić ładne zdjęcie potrawy.

Tym bardziej jak znika nie wiadomo kiedy.

 

Wiecie już, że uwielbiam gotować,

eksperymentować, chociaż burżet niewielki.

 

Staram się, aby moje dzieci miały codziennie

coś innego na obiad, a to nie jest takie proste.

Uwierzcie mi to są pochłaniacze-odkurzacze....

Zapraszam na tytułowe tortellini z serem

 w sosie słodko-kwaśnym z pędami bambusa,

mielonym mięskiem i kawałkami kurczaka

zapiekane pod pierzynką sera gouda i mozzarelli.


 

 

Blaszka była największa jaką posiadam

i dla tych dwóch żarłoków stanowiła

wezwanie na jedno popołudnie.


 

A tu moja cudowna bazylia,

której liście już zbieram i zamrażam


i kolejna skrzynka z bazylią

oraz powoli wyrastająca pietruszka.

 Mam nadzieję, że wyrośnie wielka.

wtorek, 28 czerwca 2011

Czuję się tak, jakby mi wyskoczył koreczek

i uchodziło powietrze.

Starość?! Zmęczenie?

Ten pomysł z robieniem kursów szycia to też chyba do kitu.

Ech...

Spódniczka się szyje, ale pokażę gotową.

A dziś kurczak pieczony w moim sosie.

Obrodziła mi na balkonie bazylia,

wykorzystuję ją gdzie mogę,

bo uwielbiam swoje świeże zioła.

Do pełni szczęścia brakuje mi moździerza kuchennego.

O taki mi się marzy:

W prowizorycznym moździerzu,

czyli miseczce tłuczemy świażą bazylię, czosnek,

tymianek, sok z połowy cytryny, miód

i troszkę sosu sojowego.

Nacieramy tym kurczaka i odstawiamy do lodówki

najlepiej na noc.

Kropimy mięso olejem,

 chowamy do folii aluminiowej

i wstawiamy do pieczenia.

Przed końcem pieczenia usuwamy folię,

aby drób się zrumienił.

Wygląda tak, a smakuje wybornie:

 

Czy jest jakiś sposób,

aby napompować balonik na nowo?

Czyli mnie??????


poniedziałek, 22 listopada 2010

"Informuję, że decyzją  .......... zostało Pani przyznane stypendium za wyniki w nauce"

List czekał na mnie w domku po powrocie  z pracy.

Piękna treść, ale jakie zaskoczenie na mojej twarzy, bo tego się nie spodziewałam.

Radość przeogromna, mnóstwo telefonów - do rodziców i przyjaciół.

Taniec brzucha - ramion i pośladków. A co !!

Z tej radości ogromniastej podzielę się przepisem na obiad:

MAKARON W SOSIE CHIŃSKIM Z BROKUŁAMI

Paczka zwykłego makaronu, u mnie to były jakieś muszelki "czy cóś".

Nastawiamy wodę ma makaron, ustawiając nad garkiem pojemnik i sparzamy różyczki brokuła.
W międzyczasie na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju z suszoną bazylią
i słodką czerwoną papryką w proszku.
Dorzucamy pokrojoną  w kostkę kiełbasę (u mnie była śląska) i podsmażamy na złocisty kolor.

Dodajemy dwa sosy ze słoiczka: chiński i bolognese.

Wyciągamy brokuła (al dente) i gotujemy makaron.

Brukuła trafia do sosu wraz z pokrojonym żółtym serem.

Odcedzamy makaron, który mieszamy z większą połową sosu.
Pozostałą część u
kładamy na środku potrawy.

Powiem Wam, że mąż pierwszy raz brał dokładkę makaronowego dania.

Zniknęło rach, ciach. A smakowało jak w najlepszej restauracji.


sobota, 02 października 2010

Nowy semestr na uczelni, dzisiaj miałam pierwsze zajęcia i  - ANGIELSKI !!!

Jak ja się tego czegoś nauczę? Pytanie retoryczne chyba.

Wczoraj zajęłam się robieniem gołąbków, ale wymyśliłam sobie, że to nie będą gołąbki takie jak zawsze:

czyli zawijane w kapustę, ale takie raz - dwa - trzy, czyli wszystko w  misce i do gara.

Poszatkowałam  połowę małej główki kapusty i wrzuciłam do miski dodając  1/2 kg ryżu. Zalałam wrzątkiem na 10 min, odcedziłam porządnie. Dodałam 1 kg mielonego mięsa oraz sól, pieprz i coś tam jeszcze.

Formujemy kotleto-gołąbki i obsmażamy z obu stron.

A potem hyc do gara, w którym roztopiłam trochę margaryny, kostki rosołową, drobiową i mięsną. Układamy "gołąbki" i dusimy z 20 min. Potem całość zalewamy przecierem pomidorowym troszkę rozwodnionym. Dusimy kolejne 20 min.

Tu na zdjęciu jeszcze nie w sosie pomidorowym.

I uwaga.

Nie układać warstwami (jak ja), bo dolna warstwa się rozsypie.

Moja teściowa powiedziała, że ona dodawała do tego jeszcze 5 jajek, aby się trzymalo razem.

Ja nie dodałam, ale i tak wyszło i poszło.... Musiało smakować, bo ledwo uratowałam kilka na jutro.

Przypominam o konkursie rocznicowym.

sobota, 18 września 2010

Moja kuchnia to moje królestwo. Uwielbiam takie soboty jak dzisiejsza, kiedy szaleję po niej.

Najpierw było pieczenie (patrz poprzedni wpis), potem gotowanie obiadku.

Tak, tak dzisiejszy obiad to kopytka z gulaszem i zasmażana kiszona kapusta z kminkiem. Moje żarłoki tylko mlaskały i wąchały aromaty.  Gulasz z dobrego mięska - szyneczki, do którego pod koniec dodałam "warzywa na patelnię" przygotowane wcześniej na patelni. hi :-)

Ale po obiedzie kuchnia znów nabrała kolorów, od tkanin. Bardzo chciałam skończyć zaczętą torebkę kwiatową. I oto jest. Może nie jest taka cudna, jak ta u Lisy, ale jest moja!!! 

I tak spodobały mi się te ferie barw, iż postanowiłam (za pozwoleniem Zuzy) uszyć sobie portfel do tej torebki. Pomysł zaczerpnęłam z blogu Zuzanny. Ale trochę zmodyfikowałam. Jeszcze nie skończony, bo muszę kupić zapięcie i wymaga kilku poprawek, ale pewnie będzie to fajny duecik.

czwartek, 16 września 2010

Wspaniale jest, jak mam obiad ugotowany dzień wcześniej. Ale zdarzają się też takie dni, kiedy jazda powrotna z pracy do domu w tramwaju wypełniona jest myślami: CO NA OBIAD? NO CO?

Uwielbiam takie szybkie obiadki gotowane w parę minut. Taki jak dzisiejszy: leczo z kabaczka i cukini.

Pikantne i rozgrzewające. Mój przepis prościutki. Wystarczy 20 min.

Kabaczka i cukinię obieram i kroję w kostkę, wrzucam do gara, podlewam wodą i dorzucam kostkę rosołową. Niech nie gotuje. W tym czasie na patelni rozpuszczam smalec...tak.. tak..smalec nie używam tu akurat ani oleju, ani margaryny. Kroję cebulkę w kostkę i wrzucam na patelnię dodając od razu sproszkowaną paprykę słodką i ostrą oraz troszkę tymianku. Pamiętajmy, że papryka taka nie staje się gorzka, gdy rozpuszczamy ją właśnie w tłuszczu.

Cebulka się podsmaża, a ja kroję w kostkę kiełbaskę, która dorzucam do cebulki. Gdy kiełbaska staje się zrumieniona dokładam dwie łyżeczki przecieru pomidorowego i podsmażam razem z cebulką i kiełbasą.

Kiedy kabaczek jest już dostatecznie miękki wrzucam do niego zawartość patelni. Dodaję do smaku pieprz i sól oraz drobno pokrojony koperek w ilości więcej niż pół pęczka. I gotowe. Obiad na stole.

Więc jak wpadniecie na leczo?

 

A na deser zrobiłam sobie aromatyczną kawę w ekspresie przelewowym. Do filtra nasypać kawy, wrzucić dwa goździki i nasypać odrobinę cynamonu. Wrzącą wodę wlać do zbiornika i zaparzyć kawę. Do smaku dodać miód.

I to jest dobry sposób na zapachy w kuchni tuż przed przyjściem gości. Pachnie piernikowo.

środa, 15 września 2010

Uwielbiam polską, starą kuchnię, ze smalcem zrobionym własnoręcznie i ogórkiem kiszonym. Na pewno są piękniejsze i smakowitsze dania. Dla mnie wystarczy kurczak pieczony i ryż. Zapach roznosił się po kuchni zwołując do stołu moje głodomory.

Kurczaka wcześniej marynuję w przyprawach i czosnku. Przypraw w kuchni mam duuuzo, bo je kocham i kuchnia jest zdrowsza.


Na kurczaka sypie suszoną bazylię, tymianek, majeranek i papryki ostrą i słodką. Dodaje czosnek siekany i polewam troszkę olejem. Mieszam i odstawiam do lodówki.

Na następny dzień wstawiam do piekarnika na 180 st. i piekę pod folią. Na 20 min. przed podaniem odsłaniam folię i polewam kurczaka miodem.

W te 20 min. należy przygotować ryż. Na dobrze rozgrzaną patelnię z dwie łyżki oleju z przyprawami jakie lubicie – u mnie bazylia i słodka papryka. Ryż prażę na tym ojeju mieszając, aż zacznie się wydobywać cudowny zapach, wtedy wlewam zimną wodę i pilnuję, aby ryż nie zrobił się rozgotowany, lub suchy.

Efekt – chrupiąca, złocista skórka kurczaka na wierzchu, w środku miękkie mięsko. Zapachu na blogu nie wystawiam....


 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
A to moje prace:
A to strony bliskie memu sercu:
A tu poduszki dla dzieci z MP:
A tu Wasze prace dla MP:
Blogi igłą haftowane:
Blogi igłą pozszywane:
Blogi książko-fanów:
Blogi kulinarne:
Blogi Marzycielskiej poczty:
Blogi o Wrocławiu:
Blogi z sercem
Blogi zwariowane jak mój:
Filmowe recenzje i nie tylko
Grafika, ilustracje
MOJE MARZENIE
Tu kupuję:
Zbieramy znaczki pocztowe dla dzieci z Marzycielskiej Poczty: HAFTUJEMY NA PODUSZKI DLA DZIECI: - ZAKRĘCENI DLA MARTYNKI: zbieramy nakrętki Przekaż swój 1% dla Dominika: Lubię czytać _________________Zdjęcia na blogu są moją własnością. Jeśli tak nie jest zaznaczam, kto jest ich autorem. Szanujmy własność intelektualną. _____JEŚLI JAKAŚ RZECZ PODOBA CI SIĘ, MOŻESZ JĄ ZAMÓWIĆ._____ ---SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ. _____NAPISZ DO MNIE MÓJ E-MAIL MOJE GG: ____ Licznik działa od 31.08.2010 r.: